…zdrowy duch!

85 kg.

Na wadzę chudnę niewiele, prawie wcale, ale za to ubrania i otoczenie mówią mi, że moje ciało rzeźbi się ku smukłości. Spodnie, które skracałam i zwężałam u krawcowej jakiś czas temu nie nadają się już do noszenia bez paska, albowiem z tyłka zjeżdżają. A jedyne spodnie dobre są w takim rozmiarze, że uwierzyć nie mogę, bo chyba nigdy tak małego nie nosiłam. Co lepsze biustonosze po kolei odkładam do reklamówki, by oddać mamie, a co gorsze ładuję prosto w śmietnik, bo dziwnym trafem prawie wszystkie są już znacząco za duże.

Kierownik podziwia zmiany, jakie dokonują się w moim wyglądzie, podziwia mnie i co jakiś czas komentuje, że robię się coraz mniejsza i niknę w oczach. Szkoda, że nie widzi mułów, jakie mi rosną na ramionach i nie czuje mięśni ud twardych jak skała ;) A poważnie, to dźwigam coraz cięższe ciężary, a ciary podniecenia przebiegają mi po plecach, kiedy widzę, jak spod warstwy tłuszczu na moich wyjątkowo tłuściutkich ramionach zaczynają przebijać mięśnie. Jak nietoperzowe skrzydła zmniejszają się, bo wypełniają tricepsem. Jak na udach wychodzą na powierzchnię mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. A brzuch pod warstwą skóry i tłuszczu jest twardy i słodko napina się przy każdym ruchu. Tak, podniecam się własnym ciałem, bo czuję, jak bardzo jest zdrowe i silne. I gdyby ktoś nazwał mnie teraz grubaską [a mógłby to zrobić], mogłabym spokojnie powiedzieć, że ta grubaska jest zdrowsza i sprawniejsza niż niejeden szczuplak.

Moja dieta jest raczej w kierunku zdrowej, choć cheatmeale zdarzają mi się dość często i być może przez ich istnienie tak powoli spada waga sama w sobie. Ale teraz, po takim sukcesie wiem, że żeby dojść tam, dokąd zmierzam, trzeba długiego czasu i cierpliwości, a łasuch nie wytrzyma długo bez swoich pyszności. Więc na pyszności sobie pozwalam od czasu do czasu. Czasem ten czas jest krótszy, czasem dłuższy. Czasem przekroczę zapotrzebowanie kaloryczne o 300, a czasem o 1000 kcal. I żyję. Ciało smukleje, mięśnie rosną, siła rośnie. Cieszę się życiem i nie mam poczucia, że odmawiam sobie tego, co najlepsze. Zachowuję zdrową równowagę. I jestem przekonana, że ta równowaga wynika ze zrównoważonej psychiki. A ta z kolei pozostaje zdrowsza dzięki regularnie dostarczanym z ruchu endorfinom. Wlazłam w krąg samonapędzającej się szczęśliwości i obym z niego nie wyszła.

Znów mnie zaczepiła kasjerka, w Biedrze tym razem, ja jej nie kojarzę zupełnie, a ona do mnie mówi, że niesamowicie się zmieniłam na plus. Że się taka malutka na twarzy zrobiłam i na ciele. Że ładnie wyglądam. Wiem, że to miał być komplement, ale mimo wszystko dziwnie się poczułam ;) Wolałabym usłyszeć po prostu, że świetnie wyglądam. Bez wspominania o tym, że to dlatego, że schudłam. Ale ja to ja.

A poza tym to bawię się w oszczędną kuchnię i zużywam zapasy wszystkiego co było w zamrażarce i szafce kuchennej i całkiem nieźle mi to idzie. A dzięki świeżej zieleninie z działki u mamy jest też kolorowo, smacznie i zdrowo. Dzisiaj postawię kolejny krok w fit-życiu i zrobię koktajl z JARMUŻEM. Dokąd to wszystko zmierza… Ale od razu mówię, weganką i wegetarianką na pewno nie będę ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>