ups and downs

Mam lenia, kochany pamiętniczku. Nie chce mi się. I oprócz ogarnięcia na szybko domu, pójścia do fryzjera, przesiedzenia tam prawie dwóch godzin, odwiedzenia mamy, szybkich zakupów oraz NAŻARCIA SIĘ JAK ŚWINIA nie zrobiłam absolutnie nic. No, jeszcze przysnęłam na kanapie z kotem na klacie, z której to boskiej drzemki wyrwał mnie telefon z pracy.

Pracą jestem zmęczona, przemęczona, bo zamiast trzech wolnych dni ostał mi się jeden. W pracy potworna nerwówka i o.

Zmęczenie czasem przekłada się na treningi. A czasem nie. Tak jak wczoraj na przykład. Robię progres i do przysiadów ze sztangą dołożyłam sobie 2,5 kg, do podciągania 10 powtórzeń, a do wyciskania stojąc kolejne 3 kilogramy. Wraz ze wzmacnianiem mięśni całego ciała wykonywanie tych ćwiczeń staje się coraz łatwiejsze, bo nagle zdajesz sobie sprawę, że żeby więcej wycisnąć, musisz napiąć pośladki, brzuch, uda i plecy oprócz mięśni ramion. Że żeby ładnie się podciągać, spinasz całe ciało, a najmocniej plecy. A żeby przysiady wychodziły, napięte muszą być na kamień niemal wszystkie partie mięśni. Sprawia mi to sporą frajdę, że rosnę w siłę. Tylko ta redukcja słabo mi idzie ostatnio, bo chce mi się żreć. Mimo to spadłam kilo w dół. Do celu 21 kg.

Z dnia na dzień staję się bardziej pro i świadoma w kwestii swojej cielesnej przemiany. Założyłam dziennik treningów, do czego długo się nie mogłam przekonać, ale przekonałam się ostatecznie, bo za cholerę nie potrafiłam sobie przypomnieć, co dźwigałam i w jakiej ilości na ostatnim treningu. W MyFitnessPalu ustawiłam sobie cele makroskładnikowe, od kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że spożywam zdecydowanie za mało białka a za dużo węgli, żeby moje mięśnie mogły się sprawnie rozrastać. Przyjmowanie odpowiedniej ilości białka sprawia mi sporą trudność, już tak na marginesie. W ogóle makroskładniki są dla mnie ciężkie do zbilansowania, bo moja dotychczasowa dieta opierała się bardziej na manewrowaniu kilokaloriami i spożywczymi zachciewajkami, a okazuje się, że makro wymagają ogromnej samodyscypliny i skoncentrowania na celu. Nie muszę chyba dodawać, że tego mi wciąż brakuje. No ale rozwijam się i poszerzam wiedzę, przyjdzie lato, to może uda mi się lepiej spinać i łatwiej organizować spożywczo. A jak nie, to zamiast roku odchudzania, będę się odchudzać kolejne trzy ;) Byle do celu, nie?

Mam nastrojowe wzloty i upadki. Z porannego zachwytu nową fryzurą nie pozostało nic. Rano było pięknie, świeżo, rudo, odważnie i atrakcyjnie. Teraz nie mam już pewności, że jest tak zajebiście. I oprawki okularów też jakieś takie normalne się zdają. Wlazłam pod prysznic, umyłam się i znowu jestem tylko zwykłą, domową Otylką w rozciągniętych gaciach do jogi, grubych zimowych skarpetach z Kubusiem Puchatkiem, w za dużym t-shircie. Z rana podniecałam się, że znowu trzy pary spodni i kilka bluzek do oddania, bo już jestem za szczupła, a teraz czuję się jak słoń i myślę z obawą o jutrzejszym pójściu do pracy po metamorfozie, bo już nie czuję się ładna i fajna. I co tu zrobić, jak żyć? Chce mi się spać i tak sobie myślę, że pójdę dzisiaj w kimę wcześniej, a do jutra moja zajebistość może się zregeneruje i będę się czuła na siłach, by opanować świat. Zapewne tak właśnie będzie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>