pokonywanie siebie – kolejny szczyt osiągnięty

Na wadze z trudem 87 kg. Mam gorsze dni, bo okres i w lustrze hipopotam. Ale dzisiaj, mimo okresu, poszłam biegać. Jeśli ktoś czyta mnie od początku, to pewnie pamięta, że zaczynałam swoją przygodę z bieganiem przy około 100 kg na wadze, wtedy z wielkim trudem udawało mi się truchtać w porywach do 3 minut ciągiem, co kończyło się zadyszką. Dzisiaj jestem z siebie dumna do potęgi, bo pękło mi na porannym joggingu 5 km. Pokonałam granicę, która wydawała mi się nie do pokonania. Pokonałam samą siebie, pokonałam słabość, zrobiłam to. Kiedyś nie do pomyślenia było biec przez kilka kilometrów, przez kilkadziesiąt minut, a teraz jestem w stanie to robić, tak po prostu. Założyć adidasy i iść. I nie przejmować się absolutnie niczyim wzrokiem i obecnością. Biec przed siebie, szybciej czy wolniej. Oddychać ciężej czy tak, jakby w ogóle się nie męcząc. Robię to i uwielbiam to, że robić to mogę. Zakochuję się w swoim życiu i w sobie. O wielkości i znaczeniu mojego dokonania wie tylko rodzina i znajomi, którzy znali mnie w okresie najgorszej fizycznej formy. A o tym, jak daleko zaszłam wiem tylko ja. No i Wy. I wiem, że zajść mogę jeszcze dalej. I życzę sobie, żebym nigdy nie zeszła poniżej tego, co udało mi się osiągnąć, a raczej bym wciąż sięgała wyżej. Jestem absolutnie dumna i zadowolona z siebie.

Zadowolenie rośnie również, gdyż w tym miesiącu inwestuję w siebie niemałe jak na moje możliwości pieniądze. Zaczęłam od wymiany okularów. Wybrałam sobie takie oprawki, że [jak już je odbiorę i zacznę nosić] będę się czuła smokin’ hot nawet bez makijażu. Są tak seksowne i kobiece, że przez chwilę zawahałam się, czy będą mi pasować, ale zarówno mina męża, jak i pani optyk przekonały mnie, że już czas stać się kobietą w stu procentach i nie bać bycia gorącą trzydziestką [:D]. Umówiłam się już także na kompleksową usługę fryzjerskiej metamorfozy – będzie strzyżenie i koloryzacja. I mam nadzieję, że fryzjer zrozumie mnie dobrze, kiedy powiem mu, że chcę wyglądać drapieżnie, seksownie i ultrakobieco. I chyba pragnę mieć odcienie rudości na łbie. Nie mówię o czerwonych włosach, ale takie ciepłe refleksy, które podbiją zieloność mej tęczówki. Pewnie się zastanawiacie, o co chodzi z tą drapieżnością i seksownością. Otóż po głębokiej analizie siebie doszłam do wniosku, że moja mocno łagodna i dziewczęca buzia musi otrzymać trochę drapieżnej oprawy, żeby dodać mi pewności siebie oraz sprawić, że niektórzy ludzie zaczną poważniej mnie traktować. Mam dość wizerunku grzecznej dziewczynki, mam dość traktowania mnie jak uczennicę, chcę całkowicie zerwać z takim skojarzeniem. A teraz, u progu trzydziestki, mam ku temu świetną okazję.

Moja trzydziestka ma dla mnie duże znaczenie. Wiem, że może dla kogoś być to śmieszne, ale dla mnie kończenie 30 lat będzie zamknięciem jakiegoś rozdziału w życiu i wejściem w zupełnie nowy. Lepszy. Świadomy. Będzie swego rodzaju podsumowaniem tego, co dotychczas i rozpoczęciem nowego jutra. Symbolicznym pożegnaniem i zamknięciem niezbyt szczęśliwej przeszłości i zwróceniem się w absolutnie szczęśliwą przyszłość. Tak to widzę. Oddzielenie się grubą kreską od tego, kim byłam kiedyś i bycie tym, kim chcę być i jestem teraz. Wzięłam sobie nawet urlop na okres okołourodzinowy, żeby robić rzeczy dla mnie miłe i przyjemne. Tak samolubnie. Cudownie.

Siłownia oczywiście w użyciu, trenuję co drugi dzień dwa zestawy ćwiczeń i myślę, że siła rośnie. Pomiędzy dniami treningu siłowego uprawiam lekkie cardio w postaci biegania, mniej więcej raz w tygodniu mam dzień wolny od ćwiczeń. I tak to leci. Dzień po dniu.

Za kilka dni stuknie mi trzydziestka, a ja na tę trzydziestkę zamierzam być najpiękniejszą wersją siebie. Bo najsprawniejszą już jestem. To duże osiągnięcie, być tak sprawnym fizycznie, jak nigdy przez całe swoje życie. Życzę sobie dalszej konsekwencji i tego, żebym za rok, na 31 urodziny, ważyła 64 kg. Czasem wydaje mi się, że to niemożliwe, ale w sumie… Jak się porządnie sprężę, to kto wie? :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „pokonywanie siebie – kolejny szczyt osiągnięty

  1. ~Konstancja pisze:

    Oj gratuluję! Po pierwsze 5 km, a po drugie zrobienia ich podczas okresu. Tak się składa, że od wczoraj też mam okres. Chciałam bardzo iść biegać, poćwiczyć, zrobić cokolwiek, ale wczoraj standardowo cały dzień spędziłam w łóżku, zwijając się z bólu i odliczając czas do kolejnej dawki leków przeciwbólowych. Dzisiaj podobnie, ale jakby bolało mniej, więc mam nadzieję chociaż, obiecany chłopakowi, obiad zrobić.
    I super, że chcesz o siebie zadbać. To Ci na pewno pomoże w dalszej walce. Trzymam kciuki, żeby efekt był bardziej niż zadowalający! Mam nadzieję, że na blogu też się pochwalisz zmianami :)
    I życzę Ci, żebyś osiągnęła swój cel!

  2. ~seks telefon pisze:

    Dawno nie czytałem czegoś tak fajnego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>