o ciuchach, BMI i aktualnej wadze

Historia jest taka, że odchudzam się już od jakichś 220 dni. W tym czasie schudłam prawie 30 kg i zdążyłam schować do worów do oddania/sprzedania/wyrzucenia jakieś 2/3 swojej garderoby. Do tej pory chodziłam ciągle w rzeczach, które jakiś czas temu przebrałam, jako te mniejsze. Ale wczoraj rano mój mąż wciągnął na tyłek moje dżinsy, które na niego idealnie pasowały i trochę mnie skrzyczał, żebym się opanowała i kupiła sobie wreszcie ubrania, które na mnie pasują, a nie nosiła workowate spodnie ściśnięte w pasie paskiem. I dopiero wtedy dotarło do mnie, jak fatalnie wyglądam w tych za dużych rzeczach. Zainspirowana postawą mojego męża postanowiłam sięgnąć w najgłębsze czeluści mojej szafy, gdzie miałam poukrywane ubrania w najmniejszych noszonych przeze mnie w życiu rozmiarach i zaczęłam szukać. Okazało się po pierwsze, że część z nich już teraz jest na mnie za dużych, a druga część ratuje mi życie i nie muszę kupować trzech par dżinsów, bo akurat trzy pary idealnie leżących się tam znalazły. Moja aktualna waga oscyluje wokół 92 kg, co oznacza, że siłownia przynosi rezultaty i trochę coś się wreszcie ruszyło, nie chudnę wprawdzie tak szybko jak wcześniej, ale niewątpliwie coś się dzieje. A ponieważ wciąż jestem jakieś 26-27 kg od celu, to moje ubrania teraz są tylko fazą przejściową, więc szkoda byłoby mi wydać kupę kasy na spodnie, w których pochodzę parę miesięcy i będą za duże. Tak więc fajnie, że tamte staruszki się znalazły. Dodatkowo podnieca mnie fakt, że te pasujące aktualnie spodnie miałam na sobie ostatnio jakieś 10 lat temu, gdzieś w okresie, kiedy poznałam swojego męża. Od tamtej pory nie udało mi się w nie nigdy wbić. Więc sukces jest niewątpliwy i dało mi to ogromnego kopa motywacyjnego do dalszej pracy nad sobą. Ćwiczę, pilnuję diety [która nota bene wcale nie jest tak restrykcyjna] i obserwuję swoje ciało. Wczoraj przyjrzałam się swojej skórze na brzuchu, udach i ramionach i zauważyłam, że jeszcze trochę i będzie dość mocno obwisła i sflaczała. Ale odchudzając się nigdy nie robiłam tego z myślą o idealnym ciele, bo takiego mieć nie będę przy ilości skóry, którą po sobie pozostawi moja otyłość. Chcę być tylko zdrowa i pełna energii, a jeśli mam być szczera, to czuję się zdrowsza i silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Pogoda za oknem robi się coraz lepsza, a moje myśli coraz częściej wędrują w stronę biegania. Myślę, że jak zejdę poniżej 90 kg, to ruszę z kopyta w nową podróż, jaką będzie moje pierwsze poważne podejście do biegania.

To całe odchudzanie jest trochę jak sen, w takim sensie, że niby widzisz na wadze, że jest mniej, ale w lustrze już nie. I nosisz ciągle te za duże ciuchy, bo wydaje Ci się, że są dobre, a mniejsze będą za ciasne i będziesz wyglądać jak baleron. Ale w końcu przychodzi moment otrzeźwienia, kiedy wciągasz je na siebie i widzisz, że pasują i dopiero wtedy dociera do Ciebie po pierwsze, jak bardzo zmieniło się Twoje ciało, a po drugie, na jaką skalę byłeś otyły, jak wielki ciężar nosiłeś na swoich nogach. Czasami oglądam swoje zdjęcia z tego najgorszego okresu i myślę sobie, jak bardzo nieszczęśliwa wtedy byłam, jak bardzo życie było wtedy niefajne i trudne. Ale teraz jest lepiej, jestem na właściwej ścieżce i dążę ku temu, żeby moja waga była dla mnie najzdrowsza. Zaczynałam mając BMI ponad 45, ze skrajną otyłością, a teraz jestem na etapie otyłości I stopnia, gdzie niedaleka droga dzieli mnie od „nadwagi”. Pewnie dla zdrowych ludzi to co piszę jest potworne, cieszyć się z tego, że ma się pierwszy stopień otyłości, a już niedługo „tylko” nadwagę, ale dla mnie to naprawdę duży sukces. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi sił, żeby doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „o ciuchach, BMI i aktualnej wadze

  1. ~Konstancja pisze:

    Ja Cię absolutnie rozumiem! To wielki sukces i należy się z niego cieszyć! Sama pamiętam jak z BMI nieco powyżej 30, oznaczającego otyłość, zeszłam do BMI oznaczonego jako „nadwaga”, a jeszcze większą radość miałam, kiedy pierwszy raz (od chyba zawsze) osiągnęłam BMI w normie. Co prawda na granicy i na krótko, ale to fantastyczne uczucie, kiedy jakiś ogólny wyznacznik mówi, że jesteś normalna :)

  2. ~Kluseczka pisze:

    No ja tak też mam, teraz już sama widzę że wiele spodni jest na mnie za dużych, a zdarza mi się zamawiając ubrania myśleć że wciąż muszę mieć większy rozmiar choć tak nie jest.
    Zostało mi do zrzucenia jeszcze 7 kilogramów, mój luby mówi abym nie kupowała tymczasowo żadnych ubrań bo szkoda pieniędzy… więc chodzę w tym co mam.

  3. czytałem z zapartym tchem

  4. ~wróżka pisze:

    fajnym stylem pisane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>