Siła!

Na wadze 102 kg, duży sukces, ale przede mną jakieś dwa tygodnie zastoju, bo zbliża się okres, a ja w tym czasie niestety nabieram wody i puchnę i nie czuję się najlepiej. Jednym z objawów jest również uczucie nienasycenia, to ten czas w miesiącu, kiedy muszę najeść się tak, żeby czuć się lekko przejedzoną, wtedy dopiero odczuwam spokój. Ale wszystko jest oczywiście pod ścisłą kontrolą kaloryczną. Jestem już tak blisko swojego wielkiego celu, nie mogę się już doczekać, kiedy na liczniku pokaże się 99,9. Kiedy waga stanie się dwu-, a nie trzycyfrowa.

Moim niewątpliwym sukcesem jest również to, że podjęłam próbę biegania. Może bieganie to za duże słowo, trucht lepiej to określa. W każdym razie najpierw próbowałam truchtać podczas treningu na bieżni, udawało mi się chwilkę taki trucht utrzymać, po czym zaczęliśmy z mężem jeździć na treningi do lasu. I tu zaczęłam od bawienia się w czas. Najpierw sprawdziłam, ile jestem w stanie truchtać bez przystanku. 2-2,5 minuty to absolutne maksimum. A potem robiłam naprzemiennie trucht i marsz. Kilka takich treningów i muszę się pochwalić, że podczas ostatniego zdarzyło mi się raz jeden jedyny, że tak dobrze zsynchronizowałam oddech i tempo, że biegłam chyba z 4 minuty, gładko, równo, przyjemnie. Poczułam się lekka, szczęśliwa, zjednoczona z naturą. Wspaniałe uczucie. Moim marzeniem na ten moment, jest móc biec przez 10 minut bez przerwy. Słyszałam, że każdy kto biega, zaczynał od takich krótkich przebieżek, że to zupełnie normalne i że wraz z formą wydłuża się ten czas. Mam nadzieję, że u mnie będzie podobnie, bo sprawia mi to niemałą przyjemność.

Dziwne jest również to, że kiedy odchudzałam się trzy lata temu i byłam na tym etapie co teraz, czułam się jak laska, szczupła, sprawna i atrakcyjna [na swoją miarę oczywiście:D], a teraz – ważąc tyle samo – nie czuję takiego efektu. W lustrze dalej widzę spaślaka, jeśli chodzi o poziom sprawności, to czuję różnicę, ale też nie czuję się lekka jak motyl, raczej moje męczarnie pozwalają mi na trochę więcej, a co do atrakcyjności, to niestety czy 130 czy 102 kg, czuję się tak samo mało atrakcyjna. Ale tutaj wchodzi chyba po prostu takie zwykłe, osobiste poczucie własnej wartości, którym nigdy się specjalnie nie odznaczałam. W każdym razie walczę dalej. Walczę, nie poddaję się i czekam, aż na wadze pojawi się upragnione 99,9kg. Siła!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>