Czy dietetyk jest w stanie pomóc?

Nie po drodze mi było z regularnym pisaniem w minionym tygodniu, a wszystkiemu winne moje próby zmiany pracy – na razie nieskuteczne. Ale za to mogę się pochwalić, że dalej chudnę. Na liczniku 107 kg, co po kilku dniach zastoju jest dla mnie nie lada motywacją.

A zastój wziął się stąd, iż… miałam zaparcie. Wiem, temat niesmaczny, ale myślę, że warto napisać o tym, że przy drastycznych zmianach nawyków żywieniowych takie sytuacje się zdarzają. Mi osobiście dość ciężko jest zbalansować dietę, by spożywać tak dużo błonnikowych rzeczy, żeby codziennie rano opuszczać toaletę lżejszą i zadowoloną. No ale próbuję. Na zaparcie pomogła mi Xenna w tabletkach, a teraz na razie jest dobrze. Obserwuję swoje ciało i uczę się, co jest dla mnie najlepsze.

Wiem, że wiele osób korzysta z porad dietetyków. A ja Wam powiem, że nie mam do nich za grosz zaufania, bo moja rodzina i przyjaciele z takich porad korzystali i no cóż… Zresztą sami posłuchajcie. Mój przyjaciel jest mężczyzną bardzo otyłym, ważył wtedy około 155 kg, postanowił rozpocząć walkę z otyłością z pomocą specjalisty. Specjalista zaczął dobrze, kazał mu zrobić badania podstawowe, a potem… dał mu dietę 1200 kcal. Oczywiście przez dwa miesiące pięknie schudł jakieś 15 kg (w połączeniu z codziennymi spacerami), ale po dwóch miesiącach dieta się skończyła, czemu się zresztą wcale nie dziwię. Kto przy zdrowych zmysłach proponuje dorosłemu mężczyźnie dietę 1200 kcal? Czy to nie jest oczywiste, że mężczyzna przy takiej ilości kalorii zwyczajnie GŁODZI SIĘ? Pójdźmy dalej. W jego menu było na drugie śniadanie pół suchej bułki albo garstka pistacji. Czujecie to? Niech mi kto powie, co to za dietetyk i skąd on ma takie pomysły. Oczywiście po takiej diecie cud przyjaciela dotknął efekt jojo i skończył ważąc ponad 10 kilo więcej niż była jego waga wyjściowa.

Na drugim końcu tego dietetycznego kija jest mój mąż, który był u pani dietetyk dużo bardziej racjonalnej, która z kolei zaleciła bardzo delikatne zmiany w diecie, bazujące na ulubionym jedzeniu mojego męża. Ale takie delikatne zmiany w diecie są zmianami, które przynoszą skutki baaaardzo powoli, a gdyby zapytała mojego męża, na czym mu zależy, usłyszałaby, że musi mieć dość szybko widoczne efekty, bo inaczej się podda. Zresztą myślę, że mało jest otyłych ludzi, którzy mają siłę czekać na jeden spalony kilogram miesiąc. Efekty to jest to, co nas motywuje.

Napiszę też o mojej koleżance, która wprawdzie chciała schudnąć 15 kg tylko, bo taką nadwagę miała, ale też dostała od dietetyczki bardzo restrykcyjną dietę, powiedziałabym nawet, że chorą, bo dieta dawała jej jakieś 1000 kcal na dobę, a przy tym pani dietetyk ZALECIŁA korzystanie z kupionych u siebie DIETETYCZNYCH krakersików i jakichś płatków, co się je dodaje do jogurtu, które kosztowały niebotyczne pieniądze… Koleżanka wprawdzie schudła bardzo ładnie, ale co z tego, skoro po takiej diecie po dwóch tygodniach urlopu wróciła z dodatkowymi 8 kg.

Co dietetyk, to inna strategia. I poznając doświadczenia moich znajomych, niezbyt te strategie są dopasowywane do rzeczywistych potrzeb danej osoby. Swoją drogą sama nie wiem, o czym ci dietetycy myślą, zapisując takie diety. Co więcej, dietetycy często rozpisują ludziom jedzenie, które jest po prostu drogie. Łosoś, indyk, konkretne warzywa w zimie czy te „krakersiki”. Zdrowe jedzenie kosztuje, a nikt nie bierze pod uwagę, że nie każdego stać, żeby wydawać 50 zł dziennie na same produkty spożywcze.

Gdybym miała opierać się na swoich doświadczeniach, dieta powinna zawierać produkty niedrogie, łatwo dostępne i proste do przyrządzenia. O swoich pomysłach na niedrogie i proste posiłki dla odchudzających się opowiem przy kolejnej notce. A Wy co myślicie o dietetykach?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Czy dietetyk jest w stanie pomóc?

  1. ~Konstancja pisze:

    Trafiłaś w sedno! Co prawda miałam styczność tylko z dwoma dietetyczkami, ale niejedno słyszałam. W moim przypadku jedna pani była kompletną ignoratką, wciskającą każdemu dietę opartą o indeks glikemiczny. Niby rozsądne, ale pewnie nie u każdego się sprawdzi. Druga pani dietetyk wydawała się być rozsądna, jednak nie reagowała, kiedy mówiłam, że spożywając 1450 kcal dziennie, które mi wyliczyła i spalając minimum połowę z tego, jestem głodna. Uważam, że taka kaloryczność byłaby odpowiednia przy niewielkiej lub braku aktywności fizycznej, a wtedy intensywnie i regularnie biegałam. Stosowałam jej dietę tylko tydzień (eksperymentalnie) i schudam tylko 1 kg. Pominę już kwestię samej diety… Codziennie na obiad coś innego, a jeśli zupa to jednego dnia taka, a następnego inna (jaki sens??), do tego wiele niezjadliwych dla mnie połączeń, o czym też nieraz wspominałam, no i skomplikowane w przygotowaniu i transporcie posiłki do spożywania poza domem (w sumie często też były to obiady). Później jeszcze jakiś czas ją odwiedzałam, ale jak u większości specjalistów skończyło się na odesłaniu mnie do psychologa. Najlepiej prywatnego ośrodka, specjalizujacego się w zaburzeniach odżywiania, na który mnie zwyczajnie nie stać. Także przestałam wierzyć w „specjalistów” i ich dietetyczną wiedzę.
    I oczywiście gratuluję spadku wagi! Ja póki co odpuściłam sobie pisanie u siebie, ale wciąż jestem i czytam inne blogi :)

  2. Zaraza pisze:

    Przede wszystkim Brawo. Dwa kilo mniej to super sukces! Po drugie, wystarczy trzymac sie kilku prostych zasad, spisac liste produktów dobrych dla nas. Odstawic wszystko co tluste, chemiczne, slodkie i slone. Pilnowac, zeby w diecie znalazlo sie duzo bialka i blonnik i setki zlotych mozna przeznaczyc na zmiane garderoby. Mysle, ze w dobie internetu, gdzie tyle dietetycznych informacji jest dostepnych na wyciagniecie reki, mozna samemu zaplanowac taka diete, która bedzie zdrowa i bedzie sluzyla NAM i tylko nam.
    P.S. Odstaw Xenne! Kup sobie kawe INKA blonnik, ma 50% blonnika i zjedz jablko rano i popij kawá! Dziala lepiej niz to swinstwo. Poza tym zielony jeczmien. BOSKIE! POczytaj o tym w moich poczatkowych wpisach. Warto.

  3. ~sexphone.pl/ pisze:

    intrygująco opisane

  4. Całkiem interesująca opowiastka

  5. ~stronie pisze:

    blog pierwsza klasa

  6. ~karty tarota pisze:

    fantastyczny blog jak i wpisik

  7. Po prostu potrafisz przykuć do ekranu monitora:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>